Kochamy je, gdy nam za nie płacą. Nienawidzimy, kiedy niczego za nie nie dostajemy. Często jednak sami je bierzemy, rzekomo nieświadomie. Oto cały paradoks nadgodzin. Jak byśmy zareagowali, gdyby nasz pracodawca poprosił nas o dobrowolną dotację dla firmy w wysokości kilku tysięcy funtów? Najprawdopodobniej większość z nas potraktowałaby to jako niesmaczny żart. Jak się jednak okazuje, takie prezenty swoim szefom robi z roku na rok coraz więcej brytyjskich pracowników. Oczywiście nie w gotówce, lecz poprzez nieodpłatnie przepracowane nadgodziny. Przynajmniej pięć milionów osób powinno za nie zarobić dodatkowo około pięciu tysięcy funtów w skali rocznej. Jak można się jednak spodziewać, nikt się po te pieniądze nie zgłasza.
Nikt z nas nie chce być zaangażowany w wypadek drogowy. Szczególnie jako motocykliści jesteśmy narażeni na to, że prędzej czy później będziemy świadkami wypadku drogowego lub też nie daj boże staniemy się jego ofiarą. Większość świadków wypadku albo nigdy nie odbyło żadnego kursu pierwszej pomocy, nie odświeżyło umiejętności lub też nie mają na ten temat żadnego pojęcia. Na terenie UK są miejsca, oferujące takie kursy również specjalnie przeznaczone dla motocyklistów. Koszt ich jest niewielki i waha się w okolicach 50f. Zwykle są to kilkugodzinne kursy, które spokojnie wystarczą do tego, by się nauczyć podstaw. Pierwsza pomoc nie jest trudna i dobrze by było, by każdy z nas coś na ten temat wiedział. Ratowanie życia tak naprawdę nie jest trudne a nigdy nie wiemy, kiedy nam się te umiejętności przydadzą.